czwartek, 2 stycznia 2014

Księga 0: Przedstawienie bohaterów

 Był chłodny, lekko mglisty poranek. Krętymi drogami pośród wzgórz jechał zwykły, szary autobus. O ile pojazd nie różnił się niczym od pozostałych, nie można było tak powiedzieć o osobach, znajdujących się w  jego wnętrzu. Jezdnia, którą mknął wehikuł, od dawna była opustoszała. Podczas długiej już jazdy autobus nie minął ani jednego auta czy jakiegokolwiek innego pojazdu. Na całe szczęście, bowiem widok pustego miejsca kierowcy, niejednego podróżującego mógłby zszokować...
 W rzędzie za siedzeniem kierowcy, w  trzecim z kolei siedzeniu, spała dziewczyna. Jedną nogę miała zarzuconą na drugą, ręką podpierała twarz. W drugiej dzierżyła czarny bicz, oplatający jej nadgarstek i zwisający aż do ziemi.. Jej turkusowe włosy były związanie w dwie wysokie kitki, a sięgające siedzeń pukle były idealnie proste. Dziewczyna na oko miała zaledwie 14 lat. Ubrana była w  osobliwy strój - czarny, skórzany stanik  połączony był z przodu z takimi samymi szortami dwoma pasami ze srebrnymi sprzączkami. Na nogach białe kozaki sięgające kolan. Dziewczyna nazywała się Naomi.
 W równoległym rzędzie, mniej więcej na jego środku, siedziało dwoje ludzi. Przy oknie blady, wysoki i niezwykle przystojny chłopak z długimi, fioletowymi włosami. Wpatrywał się ze znudzeniem w  przestrzeń. Jego ubiór również nie był zwyczajny - fioletowy płaszcz ze złotymi ozdobnikami, zupełnie jakby był szlachcicem z przeszłości, który zabłądził w czasie. Poniekąd część tej wizji była prawdą. Wyglądający na dwudziestolatka chłopak liczył już sobie 1023 lata. Callum, bo tak miał na imię chłopak, trzymał natomiast za rękę siedemnastoletnią dziewczynę imieniem Elodie. Francuska uroda świetnie pasowała do jej przykrótkich włosów o odcieniu między rudym a  blondem. Ubrana w  czarną, falbaniastą suknię z  beżowymi zdobieniami wyglądała na typową paryżankę. Kto by przypuszczał, że dysponowała niezwykłą zręcznością i zgrabnością, można powiedzieć - nieludzką. Błękitna chusta dziewczyny nie zdołała ukryć dwóch czerwonych śladów na jej szyi, gdy Elodie odchyliła głowę w lewo podczas głębokiego snu.
Na tylnych siedzeniach, wpatrując się przed siebie w  zamyśleniu, leżał mały chłopiec w białych, lnianych ubraniach. Na oko 9 lat, niebieskie, duże oczy i złote, niemal białe włosy. Na jego torsie leżał mały, czarnobiały kotek.
Ostatnia z podróżnych nie znajdowała się we wnętrzu autobusu lecz na jego dachu. Czerwone, długie włosy rozwiewał wiatr, gdy stała przodem do jazdy. Piękna twarz osiemnastoletniej dziewczyny była bardzo poważna. Santia była królową piękności. Czerwona sukienka do połowy ud dodawała jej jeszcze uroku. Falbany jej stroju falowały na wietrze. Santia miała pewne przeczucia, co do tego jak skończy się ta podróż.  I nie będzie to dobre zakończenie.  Na razie jednak obserwowała,  czekając na to, co musi w  końcu nadejść.  Na wydarzenia, które być może zbliżą do siebie zupełnie obce sobie osoby, połączone jedynie przez ich umiejętności,  dary, klątwy. .. nazywajcie to jak chcecie.  Faktem jest jednak, że ani oni, ani świat który nas otacza, nie są tacy, jak nam się wydaje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz